Tako rzecze Profesor

Zgred się już w modnym temacie, tzn. o wszelkich post- wypowiadał, czas oddać głos mądrzejszym od niego. Np. profesorowi Łukaszowi Turskiemu, w wywiadzie Roberta Walenciaka. Zgred żywi duży szacunek do fizyków i w ogóle do umysłów ścisłych, bo uważa, że oni więcej rozumieją, podczas gdy wszelkiej maści humaniści uwielbiają zaciemniać słowami i tak już ciemne obrazy. Nie wszyscy, oczywiście, ale zawsze.

W odróżnieniu od Zgreda, Profesor jest optymistą, co widać na samym końcu. Chyba chce nas pocieszyć?

[…] czuję się dość kiepsko. Głównie z tego powodu, że większość toczących się w tej chwili debat – żeby było jasne: nie tylko w Polsce, bo sytuacja nie jest ograniczona do naszego kraju – okazuje się niesamowitym triumfem nieuctwa. To, co ma miejsce w tej chwili na świecie, jest w dużej mierze efektem intelektualnego rozprężenia z lat 70. i 80. poprzedniego stulecia, kiedy nagle odpuściliśmy sobie pewne reguły gry. Dużą odpowiedzialność ponoszą za to ludzie, którzy wtedy mówili, że są różne prawdy.

Tu Zgred skromnie zauważy, że na ów odwrót od racjonalnego, opartego na nauce myślenia zwracał już PT Czytelnikom uwagę we wpisie z 17 grudnia 2016…

[…] Część ludzi została wychowana w przekonaniu, że nie ma reguł. Że jest postprawda, jakaś „narracja”. Oni panicznie boją się tego, co się dzieje. Proszę popatrzeć, co się wydarzyło na tych różnych facebookach, w tzw. mediach społecznościowych. Otóż są one zalane postprawdą. To dlatego, że użytkownicy nie potrafią odróżnić, co jest prawdą, a co nie. Przepraszam, a gdzie mieli się tego nauczyć? Nie mogli się nauczyć, bo odpuściliśmy uczenie dzieci i młodzieży, że prawda jest obiektywna. Obecny kryzys światowy ma w moim przekonaniu bardzo prostą przyczynę – to efekt wielkiego błędu edukacyjnego, tego, że nie nauczyliśmy się podstawowych reguł. A jest zupełnie nieistotne, czy powstały one same z siebie, w rozwoju społecznym, czy są z boskiego nadania. Nie mów fałszywego świadectwa – nie ma znaczenia, dlaczego ktoś nie kłamie. Ważne, żeby nie kłamał. Bo jeżeli uzna pan, że mówienie prawdy i kłamanie to różne narracje, będzie pan miał będzie pan miał dzisiejsze konsekwencje.


[…] jechałem [samochodem], włączyłem radio. I właściwie to powinienem po półgodzinie się zatrzymać i powiesić na latarni. Bo zasypały mnie informacje. I to jakie! Że ktoś wdarł się na wieżę kościoła i zastrzelił trzy zakonnice, ktoś inny podpalił supermarket, gdzieś zawalił się most… Liczba tych informacji była nieprzytomna. I można było się im poddać albo nauczyć się mieć filtr, który ten chłam zatrzymuje. Tego właśnie trzeba uczyć dzieci w szkole – patrzenia na świat, odróżniania rzeczy poważnych od chłamu. Jedna część tych informacji była niepotrzebna, druga powiększona poza rozsądek, a trzecia była kłamstwem. Naprawdę ważne jest, żeby wiedzieć, jak filtrować informacje, więc dzieci trzeba uczyć zupełnie inaczej.

[…]  wykształcenie daje ów filtr. On jest najważniejszy! Zdolność oddzielania prawdy od chłamu jest ważniejsza niż znajomość logarytmów czy historii wojen i powstań. Dwa razy dwa równa się cztery. A gdybym powiedział, że równa się pięć, to nie byłaby inna narracja, prawda alternatywna czy postprawda, tylko zwykła bzdura!


[…] Jestem też przekonany, że te całe media społecznościowe się uporządkują. Postprawda z nich zniknie. No, może nie zniknie całkowicie, ale będzie takim samym marginesem jak różne gazetki sensacyjne. One zawsze istniały, ale nie odgrywały większej roli.

Post o post-

Jak wiadomo, żyjemy w czasach postmodernizmu. Czasach, w których nie wylęgnie się już żaden styl – ani malarski, ani architektoniczny, ani rzeźbiarski, ani żaden inny. Nie wylęgnie się, bo indywidualizm się rozbuchał, każdy sobie rzepkę skrobie, mody za szybko się zmieniają, wiodących ośrodków brak, bo elit nikt nie uznaje… itp. itd.


Ostatnio modny jest termin „postprawda”. Sugeruje on, że zwykła prawda już się nie sprawdza, w zasadzie nie jest nikomu potrzebna, każdy ma swoją, pasującą, wszystko jest względne, a prawda to już najbardziej. Eh, gdzie te czasy, kiedy można było się kierować twierdzeniem ks. Tischnera, że prawdy są tylko trzy (świento prawda, tys prawda i gówno prawda)… Dziś jest ich nieskończenie dużo. A może tylko jedna?

 

I żeby nie było za poważnie, trochę prawdy internetowej:

 

Wszystko to jest mały pikuś; Zgred z przerażeniem konstatuje, że oto żyjemy w czasach postoświeceniowych ©. Symptomy końca pewnej epoki widoczne były już dawno. Jak zawsze będący w awangardzie osłabiania władz umysłowych ludzkości entertainment industry zza Wielkiej Wody w latach 90-tych wydalił oto z siebie serial telewizyjny, który Zgreda przeraził swoim przekazem, a właściwie nieprawdopodobną popularnością tego przekazu.


Serial apelował do tego zakamarka naszego światopoglądu, który Oświeceniu skutecznie się oparł; zakamarka, który jest ostoją wszelkiej wiary objawionej. Twórcy serialu raz w tygodniu potwierdzali w nim nosicielom genu wiary w spisek (swego czasu Zgred o nim pisał – vide post z 13. kwietnia 2013 pt. „Ci nieludzcy Szwajcarzy”, tag „wojny_plemienne”), że jacyś ONI stale przeciwko nam knują, a silniej nawiedzonym, że rzeczywistość nie jest taka, jak się nam wydaje, a zjawiska nadprzyrodzone istnieją i są wokół nas rzeczą powszednią, wręcz banalną.


Zgromadzona przed telewizorami ludzkość, uczona przecie w szkole fizyki, chemii, astronomii i czego tam jeszcze trzeba chłonęła ten produkt z wypiekami na twarzy, regularnie nawożąc ów wspomniany wcześniej zakamarek.


I oto zbieramy owoce owego zmęczenia racjonalnością, logicznym myśleniem, nauką, a nawet zdrowym rozsądkiem. Wiara w cuda jest powszechna i nie mówimy tu tylko o wsi polskiej, gdzie co rusz komuś objawia się Najświętsza Panienka w postaci plamy na szybie, czy rysunku w korze gruszy albo innej śliwy.



Mówimy tu np. o wierze w to, że człowiek, który poświęcił życie robieniu ludzi w konia w swoich rozlicznych biznesach, jako prezydent skutecznie pochyli się nad losem pracowników najemnych swojego kraju; że inny człowiek, który kontakt z rzeczywistością swego szybko rozwijającego się kraju ma słabiutki, doprowadzi ten kraj do rozkwitu (wręcz go zbawi), popędziwszy kota mitycznym komunistom i złodziejom… Przykładów na rozbrat ze zdrowym rozsądkiem na rzecz silnej wiary w cud dostarcza od pewnego czasu prawie cały zachodni świat, nie tylko kraj nad Wisłą.


I zgodnie z głoszoną niegdyś teorią konwergencji zbliża się w tym momencie do wielkiego kraju wschodniego, który Oświecenia nigdy nie zaznał, i którego mieszkańcy ze swoją dochodzącą często do głosu irracjonalnością (vide: „Rosja to nie kraj, to stan umysłu”) nie przestają zdumiewać przedstawicieli owego oświeconego Zachodu. Z braku lepszego pomysłu, rzeczeni przedstawiciele, na ów deficyt Oświeceniowej racjonalności ukuli nawet termin: „rosyjska dusza”…


Akurat.