Popularność ostatniego wpisu dowodzi, że było zapotrzebowanie na strawę nieco lżejszą, w tym wypadku z kuchni klasztornej. Zresztą Zgred dla efektu przekłamał: rywalizację tak naprawdę wygrała Siostra Maria, bo stoi za nią większa kasa.
Ale i tak pisząc tego posta Zgred dobrze się bawił. „Bo chleba dosyć, lecz rośnie popyt na igrzyska”, jak wyraził to swego czasu klasyk. A może i Wieszcz? Jakie czasy, taki wieszcz.
Ażeby utrzymać Państwa w beztroskim nastroju, podzielę się z Państwem dobrą wiadomością: otóż znany zapewne Państwu Stephen Hawking obwieścił, że ludzkość ma jeszcze 100 lat, zanim będzie musiała wyp……ać z tej planety.
Hulaj dusza! A więc to nie my będziemy staczać krwawą walkę o miejsca na międzyplanetarnym statku, tylko nasze praprawnuki. Czy to nie wspaniała wiadomość?
A wydawało się, że jest już naprawdę źle. Anomalia pogodowe, no bo temperatura i poziom oceanów się podnosi, bo lasy tropikalne tną, żeby hodować bydło na wielkie amerykańskie befsztyki, wody pitnej coraz mniej, w rybach, żółwiach i ptactwie wodnym coraz więcej plastiku, no bo Great Pacific Garbage Patch… Co, nie wszyscy z Państwa słyszeli o Wielkiej Śmieciowej Wyspie na Oceanie Spokojnym?

W odróżnieniu od różnych sztucznych wysp, budowanych za pieniądze szejków (np. w Katarze),
ta powstała sama z siebie. I sięga dość głęboko.

Głupie ryby, żółwie i wodne ptaki na niej żerują i opychają się tym wszystkim.
Zresztą takich pomniejszych wysp jest na morzach, oceanach i deltach rzek więcej.

Ale spokojnie, my sobie jeszcze poradzimy. Od 1970 roku żyjemy co prawda na kredyt, ale kto dziś nie ma kredytu?
Od 2 sierpnia żyjemy na kredyt natury; do tego dnia zużyliśmy już bowiem wszystko, co Ziemia jest w stanie wyprodukować i zaabsorbować w ciągu całego roku – i od tej pory zaczynamy naruszać jej rezerwy. Do grudnia wytniemy więcej lasów, niż zdoła w ciągu roku wyrosnąć, złowimy więcej ryb, niż przez rok się urodzi, zużyjemy więcej wody, niż w ciągu roku zasila akweny, wyprodukujemy więcej CO₂, niż jest w stanie wchłonąć natura itd. Co roku dzień długu ekologicznego, od kiedy ludzkość zaczyna żyć na koszt planety, przypada coraz wcześniej.
[…]W 1970 r. po raz ostatni wystarczała nam na pokrycie naszych potrzeb tylko jedna Ziemia. Popyt i podaż równoważyły się. Rok później EOD* przypadł 21 grudnia (przez następne 10 dni zużywaliśmy przyrodę na poczet następnego roku). W 1980 r. ten dzień był już 4 listopada, w 2000 r. – 20 września. […] W tej chwili do pełnego bilansu potrzebujemy 1,7 naszej planety, w r. 2030 potrzebować będziemy równo dwóch. […] Co więcej, mieszkaniec Kataru dla zaspokojenia swoich potrzeb potrzebowałby dziś 7,4 Ziem, […] Amerykanin pięciu […], a z kolei mieszkańcom Indii wystarcza 0,6 planety, a Erytrei – tylko 0,3.
(Polityka nr 3122)
Cóż, od jakichś 150 lat ludzie zajmują się głównie zgarnianiem do siebie i udowadnianiem wszystkim, że ich naród jest fajniejszy niż wszystkie inne narody, i że mu się należy więcej. A jak mają wątpliwości, to zawsze można im spuścić łomot.
Ale spoko, powtarzam, my sobie poradzimy. Praprawnuki będą miały przerąbane, ale przecież my ich nawet nie zobaczymy, więc o co chodzi?
____________________________________________________
*Czyli Dzień Wyczerpania Zasobów. Tę graniczną wyznacza Global Footprint Network, instytut badawczy w Oakland w Kalifornii, współpracujący z ONZ, na podstawie 15 tys. danych z całego świata.