Zwolenników poglądu, że Polska lezie w szkodę, można z grubsza podzielić na dwie kategorie:
OPTYMISTÓW, którzy mówią np.: „Wierzę w to, że jeżeli Polacy dali sobie radę z ‚dobrą zmianą’ Bieruta i Gomułki, to dadzą sobie też radę z dobrą zmianą Kaczyńskiego”.

I PESYMISTÓW, którzy tracą, lub już stracili nadzieję, że utrzymamy się w zachodnim kręgu cywilizacyjnym.
Wśród nich jest Andrzej Celiński. Ktoś powie: śledziennik, mantyka*, kto mu dał to prawo? Być może śledziennik i mantyka, ale bystry obserwator i autentyczny inteligent, z tych „chorych na Polskę”.

A jako zasłużony opozycjonista ma prawo porównywać Polskę taką, jaka jest, z tą, którą sobie kiedyś wymarzył. Rzecze oto Celiński:
[…] Polacy żyją w jakiejś fatalnej dla wolnego narodu mitologii. Spadek po 123 latach braku państwowości. Wtedy „naród” to byli ziemianie, inteligencja, w wielkich miastach kupcy. Wieś to był inny świat. W naszej mitologii większość narodu polskiego to bohaterowie, buntownicy. Tymczasem w najlepszym razie większość się nie wychylała, a w gorszym kolaborowała. Potem chłopi przejęli ten mit. Przez prawie cały dwudziesty wiek aż do dziś żyjemy mitem Polaków jako narodu wszechobecnego bohaterstwa i oporu. Karmimy się mitologią nadzwyczajności i konieczności dania odporu światu, który chce nas stłamsić. I odpychamy od siebie najgorszą z możliwych prawd […] że ciężką pracą wielu pokoleń, głupotą, zdradą, egoizmem jednostek i egoizmem klas uprzywilejowanych zasłużyliśmy na to, co mamy. Kto uwłaszczył polskiego chłopa? Kiedy? Trzeba było ruskiego cara i powstania styczniowego, by dać chłopu polskiemu to, co w Europie było standardem.
[…] Ja uważam, że sprawa, polska sprawa, jest przegrana. […] Przez Donalda Tuska. […] Najpierw głupawy, prymitywny neoliberalizm, potem zbliżanie się do anachronicznej, sprzedajnej, hurrakatolickiej prawicy, potem rezygnacja z jakiejkolwiek wielkiej idei. […] Musiał wiedzieć, że taka polityka i takie działania, jakie prowadzi, sprawią, że po porażce jego formacji nie będzie alternatywy – poza Kaczyńskim.
[…] Polacy zorientują się, co nabroili, dokładnie w okolicach 2020-2021. [Po pierwsze, zacznie się kończyć kasa z Unii.] Po drugie, przyjdzie rachunek za emerytury i skrócony wiek emerytalny. Po trzecie, koniunktura gospodarcza Europy, która teraz rośnie, prawem cyklu będzie spadać. Ten spadek trafi nas szczególnie boleśnie. I po czwarte – przyjdzie zmęczenie dobrą zmianą. Ile można wytrzymać tę nawałnicę kłamstwa pomieszanego z głupstwem? Dwa miliony urodzonych w Polsce żyje poza jej granicami. Część z nich widzi różnicę między tu a tam.
[…] widzi pan tych narodowców w tle? Hołubionych przez część mediów, głaskanych po łysych główkach przez kolejną część mediów, dobrze wyglądających na narodowych mszach w Kościele katolickim? Ja widzę. Dziś jeszcze nie jest ich czas. Są lekceważeni. Ale oni się przygotowują. A Kaczyński przysposabia prawo, według którego będą rządzić.
[…] jest Kaczyński wybitnym, najwybitniejszym w moich oczach, analitykiem polskiej polityki. […] Wnioski, do których dochodzi, traktuje ze śmiertelną powagą. Inni się oszukują, pomijają to, co niewygodne, a on potrafi być okrutny także dla siebie. Tu jest wielki. […] Nieszczęściem jest, że tworzy politykę w czasie, gdy splot okoliczności pozwala Polakom uzyskać pozycję lepszą, niż to by wynikało z naszych atrybutów. W efekcie on, człowiek nierozumiejący współczesnego świata, Europy, mechanizmów budowania pozycji państwa, przygnieciony jakimiś kompleksami, odebrał Polakom historyczną szansę znalezienia się, w sensie politycznym i cywilizacyjnym, w centrum Europy.
————————————————————————————
* staropolszczyzny się Zgredowi zachciało… Tak oto, w czasach raptownego ubożenia języka polskiego, Zgred toczy swoją walkę z wiatrakami.



























Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.