Jak powszechnie wiadomo, my Polacy – złote ptacy – jesteśmy narodem wybranym. Jako taki, ma on własne, unikatowe rozwiązania w różnych kwestiach. Ciemna Europa niektórych nie kupiła, ale próbowaliśmy, np. nie kupiła wynalezionego przez nas liberum veto,

sprytnych symboli na toalety niekoedukacyjne,

dwóch świąt narodowych zamiast jednego (a co, nie stać nas?), żeby mieć więcej sposobności do wymachiwania tym, co uważają – na ogół niesłusznie – za flagę Polski:

A takoż oszczędnościowego systemu politycznego, w którym bliźniacy obstawiali najważniejsze funkcje w państwie.

Ostatnio na niwie wynalazczej objawił się Pan Prezydent, postępując – jak to On – nieortodoksyjnie, oraz reklamując swój autorski wynalazek – cyrkularz donosowy.

I tu puściły nerwy Profesorowi Matczakowi Marcinowi, uchodzącemu ostatnio za symetrystę;

zamieścił więc parę uwag na Jego temat:
… po wtorku czas przestać udawać, że mamy za prezydenta człowieka poważnego. Mamy kogoś, kto robi z Polski pośmiewisko, zmieniając siedzibę głowy państwa za jednym zamachem w melinę i mem, którego ochoczo używają światowe media, by przedstawić Polskę jako republikę bananową. Z miliona opcji, w tym wreszcie normalnego ułaskawienia, wybrał zadekowanie u siebie przestępców. Geniusz. Polityczny miks intelektu dziewięciolatka i ego mężczyzny w kryzysie wieku średniego.[…]
Duda to odwrócony Midas, który czegokolwiek się chwyci, zamienia w wielkie prawne g. Prezydenckie ręce, które miały jakoby każdy błąd proceduralny naprawiać, wszystko niszczą. To ktoś, kto wprowadził do TK Krystynę Pawłowicz, personę z tej samej burleski co on sam, karykaturę sędziego, okrutny żart z poważnego urzędu. To człowiek, który – odurzony żądaniem tłumu – tylko po to powstrzymał marzenia Ziobry o destrukcji Sądu Najwyższego, by już za moment własnymi ustawami je zrealizować. Facet, który w XXI wieku podpisał stalinowską ustawę o komisji ds. badania wpływów rosyjskich, a potem apelował o szacunek dla konstytucji.
Grubo, przyznacie Państwo. Grubo.
Są tacy, co uważają, że my Polacy, złote ptacy, nosimy w sobie gen suicydalny. Polaka* tak oto zdiagnozował swego czasu, też grubo, Varga Krzysztof,

publicysta, pisarz, krytyk:
Polak w swym zdziecinnieniu, w swym chaosie myśli szuka ojca-przewodnika w świecie, którego rozumem nie jest w stanie ogarnąć, a odbiera go jedynie emocjami. I kluczowe jest to, kto zostanie ojcem politycznym Polaka, bo dopóki tego ojca nie ma, może jest bezhołowie i chaos pojęciowy w głowie targanego sprzecznymi myślami Sarmaty, którego cechą dystynktywną jest prawo do głupoty […], ale prawdziwie groźnie (albo i dobrze) będzie wówczas, gdy przybrany ojciec przytuli go do piersi i wytłumaczy mu świat. […]
Współcześni Sarmaci […] z pełną świadomością chcą nas wepchnąć do grajdoła, w jakim Polska już wylądowała po epoce wzniosłych zwycięstw i przepięknych klęsk opisywanych przez Sienkiewicza. Chcą nas wepchnąć w czasy, jakie nastąpiły w XVIII wieku, w katolicki zaścianek, coraz bardziej będący rosyjską prowincją, ale za to niezłomnie wierną swoim tradycjom, katolickiemu wyznaniu, wsobną, coraz mniej kogokolwiek na świecie obchodzącą, pogrążającą się w iście erotycznym pożądaniu własnego upadku.
A tymczasem świat podąża swoim chwiejnym krokiem ku zagładzie, na co nie bacząc, Zgred, udając dziecko od Zuckerberga (a nie od Guteberga, którym jest) umieszcza tu zdjęcie zwierzęcia, aczkolwiek wcale nie zabawnego. Tę piękną, dziką i wolną klacz palomino sfotografował onegdaj niejaki JHH w Monument Valley na Wyżynie Kolorado:

——————————————————————————————-
*użycie generyczne, proszę Pań, generyczne.
























Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.