Trochę się tego nazbierało, bo trzeba było szybko reagować. A tu
1. Odejście Vangelisa
Wielkiego kompozytora, który WIELKIMI Rydwanami Ognia unieśmiertelnił film, którego tytuł tylko dzięki niemu przetrwa. No bo przecie nie sam film, półamatorski i słabiutki.
Nie jest to ewenement; przydarzyło się też Markowi Knopflerowi, który zrobił FANTASTYCZNĄ muzykę do absolutnie nijakiego, niekoniecznego filmu, który niezauważony (i słusznie) przemknął przez polską TV, z tajemniczych przyczyn opatrzony tytułem Biznesmen i gwiazdy…
Wracając jednak do Vangelisa: to jedyny w swoim rodzaju przypadek, kiedy ZNAKOMITY film dzięki przepięknej, klimatycznej muzyce stał się filmem ABSOLUTNIE WYBITNYM:
2. Dzień Dziecka
Znowu był. Zgred zawsze ma nadzieję, że nie będzie, ale zawsze jest. Ludzie dzielą się zasadniczo na tych, którzy o dzieciach mówią „nasi milusińscy” itp., a jeśli są matkami, z natury rzeczy lekko zaburzonymi umysłowo, to nawet „bąbelki”, oraz tych wrednych sceptyków, którzy głoszą, że dzieci śmierdzą i roznoszą zarazki. Zgredowi bliżej do tych drugich; nie należy więc podchodzić do niego z telefonem i pokazywać mu w nim swoich wnuków, bo może ugryźć. Rozanieleni dziadkowie nie rozumieją, że ich wnuki obchodzą WYŁĄCZNIE ICH SAMYCH. Zgred skomentuje ten dzień dwoma celnymi, jego zdaniem, memami.
Nie zrozumcie Zgreda źle – ponieważ jest nieskończenie racjonalny, dopuszcza możliwość, że i w jego przypadku zostanie dziadkiem mogłoby spowodować przejściowe zidiocenie.
3. Szał na kortach Paryża
Nowy Faszyn from Raszyn wciąż rules! Swiatek dalej wszystkich leje i dalej jest: SYMPATYCZNA, SPONTANICZNA i – oby – SYMPTOMATYCZNA. Dla nowego pokolenia, które będzie lepsze niż to ostatnie, co ……….o wszystko, co się dało ….…..ć*.
Ostatnio w Paryżu doszło do odnotowanego przez wszystkie agencje, portale etc. Spotkania Na Szczycie.
Nasza Iga wyglądała na kompletnie wytrąconą z równowagi, żeby nie powiedzieć wybitą z uderzenia, tym niespodziewanym stanięciem twarzą w twarz z Wielkim Lewym. Iga chyba nie rozumie, że to nie on, ale ONA, chcąc nie chcąc, właśnie objęła schedę po Małyszu jako ten SKARB NARODOWY NR 1.
No bo jednak to JEJ sukces jest bardziej wymierny, bo indywidualny, a Lewy jednak czasem nas zawodzi, bo jako napastnik żyje z podań, może bez Müllera nie będzie już takim Wielkim RL9, trochę jak CR7 nagle oklapł bez Benzemy…
Może zresztą Zgred nie ma racji.
* drastyczne słowa usunięte na prośbę pierwszej Czytelniczki
No, nasz Pan Premier nareszcie powiedział tym Norwegom to, co my wszyscy Polacy myślimy.
źródło: TVN24
Norwegowie to udają świętoszków, w święto państwowe u nich jest przemarsz dzieci,
swojego wojska nigdy nie pokazują, bo niby tacy pacyfiści. Wojsko jakieś mają, a porządnego Grobu Nieznanego Żołnierza nie.
Siedzą na tej ropie, kasę koszą, wydają na głupstwa, dziwne jakieś muzea budują,
fot. Didrick Stenersen
opery, inne pierdoły, zamiast z innymi krajami się podzielić.
„Piszcie do waszych młodych przyjaciół w Norwegii. Oni powinni się podzielić tym nadmiarowym, gigantycznym zyskiem”.
Dobrze im Pan Premier powiedział!
Norwegowie chwalą się, że różnym krajom pomagają, faktycznie, coś tam różnym krajom sypną, bo ich sumienie gryzie, ale co to za pieniądze!
Co oni nam, Polakom dali w latach 2009-2014? Przez niecałe 5 lat nawet nie 600 000 000 euro? Krajowi, który obalił komunizm? Wstyd. Myśleliśmy wszyscy, że się potem opamiętają i zrehabilitują, ale przez następne 7 lat
tylko 800 000 000? A przecież inflacja i w ogóle…. A kasy mają w ***j. Ledwo co dają, a ostatnio kombinują, żeby nie Państwu Polskiemu tę kasę, tylko jakimś tam samorządom, organizacjom… A przecież każdy wie, że Nasz Rząd najlepiej i najsprawiedliwiej pieniądze dzieli!
Niektórym się nie podoba, że Pan Premier im tak sypnął, ten grubas Mann,
to pewnie ma żal, że go z Trójki wylali, to się odszczekuje.
Albo jacyś rysownicy, co Pana Premiera nie potrafią nawet narysować, zupełnie tam niepodobny, a poza tym nie wiadomo o co im chodzi:
No więc maj, w Wawie pewnie pachnie Saska Kępa, u Zgreda na wsi czasem zaleci świnkami, ale generalnie dominuje rzepak – Rapeseed Fields Forever…
No więc maj, a jak maj to matura, a jak matura, to wysyp memów, część z recyklingu, jak na przykład ten:
Inny mem zaskoczył Zgreda, bo okazało się, że w kwestii ściąg tradycyjne sposoby znane z zamierzchłej przeszłości wcale nie odeszły w zapomnienie:
Sporo memów, o dziwo, wiąże się z językiem angielskim. Na przykład ten, sugerujący, i słusznie, że polska angielszczyzna jest swoista i jedyna w swoim rodzaju, jak wszystko, co polskie, ale zdaniem Zgreda musi ona być produktem polskiej szkoły w ogólności, a nie tylko jednej klasy w szczególności; mem ów byłby zatem przykładem tzw. pars pro toto:
Wśród tych okołoglottodydaktycznych memów Zgred znalazł jeden, który go zafrapował:
Plastycznie nader interesujący, choć może ciut zbyt postmodernistyczny jak na konserwatywny gust Zgreda. Przy czym interpretacja nastręcza pewnych trudności. W części zadniej chodzi zapewne o znajomość języka nabytą podczas oglądania w pandemii seriali, być może z angielskimi podpisami? Ale ten ogon? Część przednia zwierzęcia, co to jakie jest, każdy widzi, sugeruje zapewne słabą umiejętność posługiwania się angielszczyzną w mowie i piśmie, która jest w ludzie polskim rozpowszechniona i bynajmniej nie dotyczy tylko europosłów z pisu.
Zgreda zachwycił też mem-ściąga, przedstawiający kota spadającego na wiele sposobów, co ma zilustrować bogactwo czasów angielskich. No bo kot zawsze spoko:
Natomiast brak wyobraźni twórców maturalnych zadań z języka polskiego Zgreda zasmucił. Bo tematem idealnym na obecne czasy byłby
2.Mrożek
A właściwie ponadczasowość jednej z jego sztuk, a właściwie jej brutalna aktualność:
Czyż nie mamy bowiem oto do czynienia z Edkiem, tym razem na arenie międzynarodowej?
W fazie początkowej swój chłop, epatujący lud rosyjski knajackimi odzywkami…
A potem coraz groźniejszy:
Nie bójcie się, byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać co mówię […]. Ja jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być.
A potem już car, prawdziwe panisko, batiuszka namaszczony jak należy, ani nie przystąp…
I te europejskie salony, pełne Arturów, zbitych w trwożną gromadkę, nie wiedzących, jak zareagować na panoszącego się chama. Ale też pań, takich jak Madame Hungaria, Madame Germania, Madame Austria, zafascynowanych, niczym Mrożkowa Eleonora, tą emanującą z Edka brutalną siłą i przyznających cichutko, że
– Ja sypiam z Edkiem od czasu do czasu…
No, może trochę się Zgred dziś zagalopował. Trudno cały czas trzymać poziom. Więc dość tego ględzenia.
Nie było holowania. Ta kupa metalu poszła na dno, pływając w sumie od 27 lipca 1979 r. przez ponad 40 lat (w niektórych latach była naprawiana). Według różnych źródeł zginęło od 38 do ponad 160 marynarzy, a ponad 150 zostało rannych, ciężko poparzonych i straciło kończyny. Nikt jeszcze nie przeprosił ich rodzin, nie złożył wyrazów współczucia i kondolencji, tak jakby to załoga krążownika ukradła miliardy rubli na jego tzw. remonty i modernizację…
2. Co siedzi w głowie Ruskiego, ciąg dalszy
Publicysta Janusz A. Majcherek, Polityka. Dziwnie zgodny z tym, o czym Zgred brzęczy od dawna:
[Na rozwój mentalności ] znaczący wpływ wywiera religia. W przypadku Rosji prawosławie, ale w postaci nadanej (a właściwie narzuconej) przez Piotra I, różniącej się od dominującej w Grecji czy Rumunii (podobnie jak polski katolicyzm, ukształtowany przez sarmatyzm, a potem Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II, a nie przez Sobór Watykański II). To swoisty wschodniochrześcijański, postbizantyński cezaropapizm, podszyty czy wzmocniony doktryną samodzierżawia (w wersji putinowskiej: suwerenną demokracją).
będzie żonglował?
Ale też wzory postkomunistyczne narzucone brutalną przemocą, lecz zadziwiająco trwałe (osławiony homo sovieticus). Oczywiście z domieszką ideologii wielkoruskiej, wspartej tendencyjnie spreparowaną historią (Świętej) Rusi, ideologią Trzeciego Rzymu, panslawizmem, charakterystycznym dla Wschodu prymatem zbiorowości nad jednostką […], z oficjalnie wzmacnianymi mechanizmami wyparcia (Rosjanie nigdy nie napadali na innych ani ich nie mordowali, czy choćby tylko zniewalali), autostereotypami (uczciwa, szczera, bezinteresowna, szczodra uczynność i wylewność) przeciwstawianymi stereotypom (zdegenerowany, interesowny, zakłamany, perfidny i podstępny Zachód, obrzydliwa Gejropa, Polacy i Ukraińcy jako zdrajcy Słowiańszczyzny).
Świat według Putina. Włochom się dostało…
Rosyjski inteligent, archeolog Maxim Lewada. Ten wali na odlew:
[Naród rosyjski] adaptował tematy i formy [ z Zachodu], ale nie idee, a już szczególnie nie – ideały. I humanizm, i nonkonformizm są dla tego narodu zupełnie niezrozumiałe, więcej nawet – wrogie. Kultura narodu rosyjskiego, która wpłynęła na sąsiadów, to „ruski mat”, czyli zestaw przekleństw, brudny, niecenzuralny. W tym narodzie człowiek jest formowany nie według zasad, ale okolicznościami życiowymi i instynktami: milcz, ukradnij, odbierz, pobij, zgwałć, zabij. Bój się silnego, znęcaj się nad słabym. Tego w żaden sposób nie można nazwać wysoką kulturą. To kultura tłumu uformowana przez państwo lub która je uformowała, nieważne, co pierwotne.
Kapitalizm u nas nie chce się przyjąć. Obcy nam jest jego duch. Nie rozprzestrzenił sie poza Moskwę. Nie ten klimat. I człowiek nie ten. Rosjanin nie jest racjonalny, nie jest merkantylny, gotów jest oddać ostatnią koszulę, ale czasem też ukraść. Jest żywiołowy i raczej obserwuje, niż działa, zdolny jest poprzestać na małym. Dorabianie się nie jest dla niego ideałem, nudzi go gromadzenie dóbr. Bardzo wyostrzone ma poczucie sprawiedliwości. Lud jest bolszewikiem. A poza tym Rosjanin nie lubi żyć ot tak sobie, chce żyć w jakimś celu. Chciałby brać udział w jakimś wielkim dziele. Prędzej znajdzie się u nas świętego niż uczciwego.
Aktor, znawca Rosji Paweł Deląg o świadomości rosyjskich artystów:
Są w Rosji ludzie odważni, którzy potrafią patrzeć trzeźwo, ale ta druga, duża grupa artystów myśli jak Putin. Na pozór mili ludzie, śpiewający Wysockiego lub romanse przy kieliszku prowokowali. Mówili: dlaczego wybuchła II wojna światowa? Bo Polska z Niemcami napadli na Czechy. Katyń? To zbrodnia Niemców. Napaść na Polskę przez ZSRR? To tylko pokojowe zajęcie terytoriów, aby chronić ludność ukraińską i białoruską przed hitleryzmem. Deportacje Polaków? Fałsz, tego nie było. I tak dalej… Teraz wiem, że to nie była ich ekstrawagancja. Świadomość historyczna, a zatem identyfikacja społeczeństwa rosyjskiego, jest zbudowana na wielkiej bańce i micie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Zbrodnie zostały wypchnięte ze świadomości, a zbrodniarze są bohaterami narodowymi. Rosjanie myślą o sobie: to my jesteśmy ofiarami, to na nas napadano, a my zdobyliśmy uczciwie pół świata i kosmos.
Pamiętacie Państwo przedpandemiczną aferę z pocyrkowymi tygrysami, zatrzymanymi przez Białorusinów w drodze z Włoch jakoby do zoo w Dagestanie? Zostały uratowane przed śmiercią przez szefową poznańskiego Ogrodu Zoologicznego. Ulubieńcem wielu stał się tam tygrys o imieniu Gogh.
Niedawno zszedł z tego świata, a Zoo zamieściło na FB nekrolog o takiej oto treści:
Zoo Poznań Official Site
Żegnaj najdzielniejszy z dzielnych, Nieumarły Goghu. Dałeś nam dwa lata pełne Twego spokoju, pasji życia, pogody ducha i siły charakteru. Teraz biegaj za jeleniami i wracaj do swych przodków, tam gdzie nie ma cierpienia i cyrkowej tresury. Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach. Pufający, pełen majestatu, mężny i wspaniały. Żegnaj.
Ktoś powie: cóż to wszystko znaczy w obliczu tego, co się dzieje tuż obok nas? Niby tak, ale czyż nie pokazuje to tej bardzo deficytowej, jaśniejszej strony człowieczeństwa?
A teraz, żeby nie było tak smętnie:
2.Szał na kortach
Pojęcie „Faszyn from Raszyn” zyskało nowy wymiar:
Lać wszystkich, tłuc niewyobrażalną kasę, I JESZCZE BYĆ SYMPATYCZNYM.
3.Z życia Dudy
Prezydent RP frapuje wszystkich nową bransoletką:
I jak zwykle trzyma rękę na nomen, omen, pulsie. Pamiętacie Państwo barwy georgijewskie z poprzedniego wpisu?
Co nieuchronnie wprowadza tu temat Rosji w kontekście Ukrainy:
4. Co siedzi w głowie Ruskiego
W ostatnim czasie namnożyło się analiz z dziedziny psychologii narodowej. Na przykład niejaki dr Sokała z UJK w Kielcach rzecze tak:
– Problemem jest światopogląd dużej, obawiam się, że niestety większościowej grupy Rosjan. Polegający na pogardzie dla prawa, kulcie brutalnej siły i skłonności do nadużywania przemocy w relacjach politycznych, mistycznej wierze w jakąś dziejową misję Rosji oraz wyższość „russkowo mira” nad innymi, bardziej pragmatyczno-liberalnymi i demokratycznymi modelami cywilizacyjnymi, a wreszcie na przekonaniu, że Rosja ma prawo realizować swe interesy kosztem innych państw, zwłaszcza sąsiadów.
A co postuluje rzeczony dr Sokała?
– Rosjan trzeba z tego wreszcie wyleczyć, raz a porządnie, poniekąd dla ich własnego dobra. Udało się kiedyś z Niemcami, przez splot dziejowych okoliczności i aktywność grupki fanatyków oczadziałych niegdyś ideologią nazistowską, więc może uda się i z Rosjanami, których ideologia „rozwiniętego putinizmu” zawiodła w niebezpieczne sąsiedztwo neonazizmu.
Subtelniejszą analizę przedstawia w wywiadzie wielki znawca Rosji, prof. Tadeusz Klimowicz z UWr. Prawi on m.in. tak:
– Putin odwołuje się do swoiście rozumianej historii: kiedyś istniała Ruś Kijowska i to był jeden wielki naród, oczywiście rosyjski. Jednak w 1991 r. wszystko diabli wzięli, więc teraz on, odnowiciel Rosji, odzyska jej dawne ziemie.[…] Putin bazuje na historycznej ignorancji Rosjan. Wie, że jeśli odpowiednio uzasadni takie hasła, najlepiej odwołując się do przeszłości, to większość z nich je zaakceptuje. O współczesnej Ukrainie Rosjanie tak naprawdę wiedzą niewiele, a o historii to już w ogóle.
Są pewne cechy i zjawiska specyficzne dla Rosji i Rosjan.
Po pierwsze, konieczność podporządkowania się. Trzeba słuchać i bez dyskusji wykonywać polecenia stojących wyżej w hierarchii. Niektórzy to określają jako łagodność.[…] Społeczeństwo obywatelskie do Rosji nigdy nie dotarło.
[Po drugie] Prawosławie. […] W prawosławie wpisana jest też hierarchia, bez której Rosjanin żyć nie potrafi. No i Cerkiew to stały sojusznik władzy.
[Po trzecie] Brak zahamowań. Jak coś robić, to na całego. Uosobieniem tej cechy może być Dmitrij, najstarszy syn starego Karamazowa z powieści Fiodora Dostojewskiego „Bracia Karamazow”. Zresztą każdy z braci może być bohaterem opowieści o duszy rosyjskiej. Dmitrij to hulaka, jak pije, to do upadłego, jak tańczy, to do ostatniego tchu, jak walczy, to na śmierć i życie. To oczywiście w ogóle bardzo wschodniosłowiańskie, ale w Rosji widoczne bardziej niż gdzie indziej. Panuje tu przekonanie, że taka postawa to rosyjska norma, o kimś takim mówi się raczej z podziwem, a nie z potępieniem.
[Po czwarte] Pewien mistycyzm. Nie przypadkiem wciąż dobrze mają się rosyjskie wróżki i jasnowidze. Mnóstwo jest ich ogłoszeń w prasie i internecie. U nas też są, ale może kilkoro robi karierę, ale w Rosji jest wróżek zatrzęsienie. To paradoks, bo przecież przez kilkadziesiąt lat wpajano Rosjanom materializm, dialektykę, a jednak cały czas w ich podświadomości tkwiła potrzeba odwoływania się do rzeczy nieuchwytnych, mistycznych.
[Po piąte] Poczucie osobności, czyli syndrom oblężonej twierdzy. Jesteśmy my, Rosjanie, i reszta świata. Często przeradza się to w ksenofobię. To też w sumie jakaś metafizyka, że coś Rosjanom każe żyć w zamknięciu. Systemy się zmieniają – był carat, potem komuniści, a teraz putinizm, a kompleks oblężonej twierdzy nie znika. Muszą być zawsze jacyś oni, wrogowie – Zachód, Polacy, a teraz Ukraińcy. Nastają na nasze bezpieczeństwo! Nie ma na to żadnych dowodów, ale to bez znaczenia. Putin dobrze czuje tego społecznego ducha, jest mu on bardzo na rękę.
[Po szóste] Poczucie imperialne i mocarstwowość. Rosja powinna być ponad wszystkimi. Przecież Moskwa to „trzeci Rzym” – teoria sformułowana przez mnicha Filoteusza w XVI w., powtarzana z pokolenia na pokolenie, wryła się w rosyjską świadomość. W przeciętnym Rosjaninie tkwi poczucie imperialności, zwykle nieuświadomione. W połączeniu z kompleksem wobec Zachodu przynosi ono fatalny efekt. Rosjanie z upadkiem ZSRR nigdy się nie pogodzili, tęsknota za odbudową imperium była tam zawsze żywa, a w czasach Putina została rozbudzona. Oto wreszcie pojawił się człowiek, który może zrealizować to marzenie: Białoruś właściwie jest znów nasza, a Ukraina już prawie, a w każdym razie tuż-tuż.
[Po siódme] Sakralizacja władzy. […] W Rosji aż do 1917 r. każdy kolejny car był po prostu wysłannikiem Boga traktowanym przez poddanych jako święty. Jego władza była nieograniczona, z nikim jej nie dzielił, przed nikim się nie rozliczał, był najwyższym zwierzchnikiem duchowym, mentorem i ojcem narodu.[…] Putin zyskał podobną pozycję.
Kiedyś napisałem, że gdzieś około 2024 r. przestanie być prezydentem i zostanie wybrany na monarchę jako Władimir I czy II. W międzyczasie zmieniono jednak konstytucję i właściwie Putin może być prezydentem do śmierci.[…] Można latać na wczasy na Lazurowe Wybrzeże, kupić Chelsea albo rezydencję we Włoszech, a myśleć jak poddany cara w XIX w. Każdy oligarcha rosyjski wie, że na wiele może sobie pozwolić, ale nigdy na krytykę Putina, bo skończy jak Chodorkowski.
[…] Jak Rosjanie postrzegają Europejczyków? Że to anarchiści! No bo jak to możliwe, żeby każdy miał inny pogląd na jakąś sprawę i jeszcze głośno go wyrażał. Tak nie powinno być. Lepiej, jak wszyscy myślą podobnie, bo wtedy jest porządek. […] Putin stworzył model władzy, w którym wszyscy i wszystko od niego zależy. Krok po kroku zabijał wszelkie przejawy demokracji. Nie ma już nawet wyborów gubernatorów – on sam ich nominuje. Każdy z nich wie, że jest jego poddanym – jeśli spróbują być niezależni, to najpierw skończą się im pieniądze, a potem oni sami będą skończeni. Z drugiej strony Putin nie zabrania swoim ludziom zarabiać – w sposób mniej lub bardziej zgodny z prawem. Dopuszcza nawet nepotyzm, żeby ich rodziny też się bogaciły. Ale pod warunkiem: mają być wierni i posłuszni*.
A co Profesor postuluje? Ano, nic:
… niestety, jestem pesymistą. Kiedyś wierzyłem, że Rosjanie się zmienią, ale teraz już nie, a przynajmniej nie za mojego życia.
—————————————————————————–
* Wszelkie podobieństwo … etc. jest zupełnie przypadkowe
Rosja miała kiedyś cara o imieniu Paweł, z numerem porządkowym 1; był zatem Pawłem Pierwszym (i zarazem Ostatnim). Był on pierworodnym Wielkiej Katarzyny i wyjątkowo synem swojego niewydarzonego ojca, Piotra III.
Katarzyna nie miała co do pierworodnego złudzeń; na tronie widziała swojego kumatego wnuka, Aleksandra, i coś nawet w związku z tym kombinowała, ale jej plan spalił na panewce.
Panewka to część pistoletu skałkowego, na którą wysypywało się szczyptę prochu, którą podpalało przy oddaniu strzału uderzające w panewkę krzesiwko. Zapalenie się tej odrobiny prochu przez zapał, czyli boczną dziurkę w lufie, powodowało eksplozję głównego ładunku umieszczonego z tyłu lufy, wyrzucającego kulę. Kiedy zapał był zatkany i ogień nie zapalał głównego ładunku, następowało tylko „pufff” i to oznaczało „spalenie na panewce”. Koniec wykładu bronioznawczego.
Pawełek trzymany był w Gatczynie, gdzie z pasją bawił się żołnierzykami. Tyle, że byli to żywi ludzie. Kiedy doszedł do władzy, bawił się na większą skalę, nie tylko żołnierzykami, ale maskaradami, uwielbiał bowiem przebierać się za kogo innego.
Tu na przykład przebrał się za wielkiego mistrza kawalerów maltańskich. Malarz, niejaki Salvatore Tonci, zapewne wiedział, że jego model będzie wyglądał jak kretyn, ale bał mu się to powiedzieć:
Dworacy Pawła przeżywali roller-coaster: wypieprzał ich z roboty i zsyłał na Kamczatkę, potem żałował i wzywał z powrotem, tylko po to, żeby znów ich wypieprzyć, bo bał się spisku, i słusznie. Jak się wydaje, pierwsze skrzypce w knuciu grał hrabia von Pahlen, kurlandzki Niemiec, i hrabia von Benningsen, niemiecki Niemiec. Niemców i innych innostranców w służbie carskiej było zawsze dużo, bo ktoś musiał utrzymywać w jakim takim porządku ten radosny prawosławny bajzel.
Dobrali sobie dwóch silnych, a niezbyt rozgarniętych Rosjan w postaci Płatona Zubowa, ostatniego dobiegacza Wielkiej Katarzyny, i jego brata Mikołaja, 2-metrowego drągala, a także jednego rozgarniętego, Nikitę Panina.
Nocą z 23 na 24 marca 1801 chłopaki i inni oficerowie, w sumie około tuzina zuchów, popiły w męskim, gwardyjskim, gronie, a potem ruszyły do komnat Pawła. Chcieli go jakoby zmusić, żeby podpisał akt ustąpienia z tronu na rzecz syna Aleksandra, ale car ponoć stawił opór. Jak było naprawdę, trudno dociec, bo wszyscy później kręcili i mataczyli na potęgę. Przyjmuje się, że sygnał do carobójstwa dał pijany, ale silny Mikołaj Zubow, który ogłuszył Pawła, uderzając go w głowę swoją złotą tabakierą. Kiedy car upadł, uduszono go i podeptano. Niektórzy co sprytniejsi i trzeźwiejsi, w tym von Pahlen, wyszli ponoć chwilę przedtem do innej komnaty.
Tabakiera Zubowa zachowała się, ale okazało się, że wcale nie była taka ciężka (ok. 400 g); mogła jednak zadziałać trochę na zasadzie kastetu.
Niekiedy czyta się, że cara uduszono jego własną szarfą orderową, ale to nieprawda. Wszystko wskazuje na to, że uduszono go czyjąś szarfą oficerską, czyli rodzajem pasa z materiału z dwoma kutasami, po założeniu zwisającymi u boku:
Tyle, że ta rosyjska była w pasy „georgijewskie”, czarno-pomarańczowe.
Zmasakrowaną twarz Pawła trzeba było rano wyretuszować, ale na szczęście był pod ręką dworski malarz.
Syn Pawła, Aleksander, na wszelki wypadek nie wszczął prawdziwego śledztwa i sprawa rozeszła się po kościach.
Niektórzy z nas martwią się, że żyją w bańce; inni, tak jak Zgred, nie mają nic przeciwko temu, bo bardzo mu nie zależy na kontaktach z niektórymi rodakami. Rzecze Zgred do tych, co się martwią – popatrzcie ino na tego gościa:
Ten to dopiero żyje w bańce!
2. O tenisie
Iga rules! Dotychczas z Raszyna był tylko faszyn, teraz jest głównie Sviateck. Nasza Iga jest wreszcie w szpicy środkowo- i wschodnioeuropejskiego desantu na światowe korty, mającego na celu zredystrybuować kasę, nierówno podzieloną w świecie. Niektórzy z tych dzielnych komandosów mają dla niepoznaki obywatelstwa różnych krajów zachodnich, ale nie dajmy się zwieść: nazwiska nie pozostawiają wątpliwości.
3. O modzie
Skoro wspomniało się faszyn from Raszyn: Zgred trafił na poniższe zdjęcie z podpisem „Ugly sneakers wciąż najmodniejsze!”
Zgred wczytał się w artykuł i okazało się, że ten obuw OFICJALNIE nazywa się ugly shoes lub ugly sneakers. Czy Państwo rozumiecie, dlaczego? Bo Zgred cały czas łamie sobie głowę.
A poza tym idzie wiosna!
Chociaż niektórzy dotrwali w kiepskiej formie…
4. O maskaradzie
Dzielny nasz minister kiepskiego zdrowia ogłosił dziś, że od poniedziałku zdejmujemy maski w pomieszczeniach. W ten weekend Zgred miał okazję popodróżować po Włoszech pociągami:
Zgodnie z tamtejszymi przepisami, WSZYSCY pasażerowie mieli na sobie maseczki FFP2.
A w kawiarniach
coś dla nas, snobów: Caffe Florian, Wenecja
przy wejściu sprawdzali nam paszporty kowidowe.
Najwyraźniej nasz minister wie o czymś, o czym w innych krajach nie wiedzą?
5. O języku
Ciekawostka: w reklamach już się nie używa brzydkiego słowa „odchudzanie”. Teraz nazywa się to ”kontrola masy ciała”. Poza tym mówi się o „leczeniu nadwagi”. I jak teraz wygląda Wojciech Młynarski ze swoim rapem?
Drogi Widzu, jeśli zechcesz – mą ideę łap: / Oto mój nieśmiały, pierwszy nadwiślański rap.
Rap raptownie mi zaświtał jako forma, wśród / Innych form, by opowiedzieć coś o diecie-cud.
Świetny przepis na tę dietę niechaj poda Wam / Skromny rap mój numer jeden, czyli number one:
Koleżanka do Chicago pojechała raz / Występować dla Polonii, tak jak wielu z nas;
Miała dość pokaźną tuszę i psychiczny mus, / By ją stracić, pijąc w Stanach tylko orange juice.
Drogi Widzu, kręć się, wierć się, z ciekawości sap, / Słuchaj, co mój na ten temat opowiada rap:
Koleżanka wyczytała, po highway’u mknąc, / Że w Chicago zamieszkuje polski zielarz – ksiądz.
Ogłoszenie zajmowało szpalty dwie i pół, / Że nadwagę ksiądz usuwa przy pomocy ziół.
Lepsza szansa tylko z nieba chyba mogła spaść! / – myślisz, Widzu, i masz rację – koleżanka zaś:
Łap za telefon pierwszy z brzegu! / I słyszy głos w słuchawce: – Cegój?!
Więc referuje, co i jak, / A głos jej odpowiada tak:
– Ksiundz wyjechany jest do Winni- / peg! Jo jest ksiendza gospodyni!
Ksiundz ma tam az do maja być, / A jeśli chodzi o diet – mniej zryć!
“Diet” – po angielsku dieta, bowiem polski lud /Śmiesznie w Stanach polskie słowa z angielskimi splótł.
I to jest najlepsza dieta, lepsza od stu ziół, / Spróbowałem – i przez tydzień siedem kilo w dół!
Jeśli przeto chcesz nadwagę stracić tak, jak ja, / Stosuj dietę gospodyni księdza z USA!
Trwa. Też na memy i inne ucieszności mediowo-społecznościowe.
Ale skuteczność jej jest wątpliwa. Bo czyż najbardziej memogenny rodak
nie wygrał w tym kraju drugi raz wyborów?
2. PREZYDENT
Coraz bardziej zmęczony. I chyba z niewyspania tracący kontakt z rzeczywistością: nawołuje do opanowania powietrza nad jego krajem przez pewien sojusz. Czyli wypowiedzenia wojny Tamtemu. A Tamten zdesperowany, bo w opałach
(swoją drogą, co to są opały?)
3. DUDA
Pewnie myśli, że dzięki wojnie wszedł na światowe salony…
Ale nie miałbym złudzeń. Arywiści* zawsze mają na salonach przegwizdane. Może by więc wrócił do wieńców, a zwłaszcza nart, bo wieść niesie, że ostatnio na stoku miał sprzęt z poprzedniego sezonu!
4. SIARA MIESIĄCA
Sąsiad pilnie potrzebuje cięższych od powietrza maszyn latających (heavier-than-air aircraft). My mamy takie, których za bardzo nie chcemy, bo są ruskie, a my wolimy amerykańskie, bo wszystko, co amerykańskie jest, jak wiadomo, najlepsze w świecie. Więc czemu by tych ruskich nie dać sąsiadom?
No więc zaczęto je po cichu przemalowywać, tajne gadżety wymontowywać, sąsiedzkich pilotów się zaprosiło…
I się rypło. Powstaje pytanie: kto dał cynk Antoniemu?
5. CYTAT DNIA, NA POWAŻNIE
Po rosyjskiej agresji państwa o świadomości półperyferyjnej, które – jak Turcja, Węgry, Polska – próbowały okrakiem siedzieć na rosnącym murze między demokracją a autorytaryzmem, muszą dokonać radykalnego wyboru. Albo zaczną grać w drużynie Zachodu, albo staną się peryferiami, czyli polem bitwy cofającego się coraz dalej Zachodu z agresywnym Wschodem.
6. KĄCIK MILITARNY, NO BO WOJNA
Rzecz nie jest świeża, ale symboliczna (bo coś nam o Polsce mówi), i zawsze ucieszna: Podczas manewrów Anakonda 16 wyskoczyło na poligon pod Toruniem około 2 tys. żołnierzy. Był to największy od lat desant w Europie Środkowo-Wschodniej. Amerykanie z 82. dywizji przylecieli prosto ze swojej macierzystej bazy Fort Bragg. Pierwszym, który wylądował, był ich dowódca gen. Richie Clark. Partnerem do współpracy z Amerykanami podczas tamtych ćwiczeń była 6. Dywizja Powietrznodesantowa z Krakowa. Ówczesny minister obrony Antoni Macierewicz na jej dowódcę wyznaczył gen. Grzegorza Hałupkę. Po wylądowaniu gen. Clarka Amerykanie zaczęli pytać, gdzie jest polski dowódca i czy już się desantował ze swoimi żołnierzami. Wówczas okazało się, że zamiast na poligonie, gen. Hałupka był na trybunie z VIP-ami. Bo jako oficer Żandarmerii Wojskowej nie wykonywał skoków ze spadochronem.
7. KĄCIK JĘZYKOWY
„Pentagon przyznał, że nie popiera tego pomysłu”. Przyznał. Nie „oświadczył”, bo to słowo z języka już prawie wyparte. Przyznał. Może chodzi o to, że ze wstydem? Polszczyzna ubożeje. Znikają co subtelniejsze rozróżnienia. Np. „liczba”, jest teraz używana jest wyłącznie w znaczeniu matematycznym, w tym drugim już wyparta, pałęta się gdzieś po opłotkach. Bo za czasów Zgreda „ilość” to była wody, a samolotów była „liczba”. Not any more, babe.
8. I MEM ROKU (Pudzian – zawsze spoko, Pudziana nigdy dość)
* słowo warto przyswoić, zawsze można błysnąć na salonach. Ale czy będzie okazja?
No, dwa tygodnie minęły, czas by coś do internetów wrzucić…
WŁADIMIR
Kiedy Władimir ruszył na zachód, Zgred żartował, że powinien zmienić dealera, bo mu ten towar nie służy. Ale czas żartów się dawno skończył. Każdy, kto doprowadza do sytuacji, żeby dzieci musiały tak siedzieć w schronie,
powinien za to odpowiedzieć. Choćby nie wiem jak był samotny.
(Photo by SPUTNIK / AFP)
2. WOŁODYMYR
Jak mówi poeta: GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.
Wołodymyr pętakiem chyba nie jest.
3. MÓR
Jak wiadomo, z pomocą Gościa ze Świebodzina, naszego aktualnego króla,
pandemię wreszcie pokonaliśmy. Co prawda schodzi wciąż jakieś 270 osób dziennie, ale było 300 z kawałkiem, co znaczy, że możemy spokojnie zdejmować maseczki, czyż nie?
Warhol?
A jak tam u innych? Zgred właśnie wyczytał, że wskutek pandemii w Norwegii zmarło do dziś 1.599 osób. Norwegia jest jakieś 7,5 raza mniejsza od Polski. Czyli ile by zmarło, gdyby była tak duża, jak Polska? Zaraz, zaraz…
4. STYLÓWKA
To, co wyżej, to interesuje polityków, jajogłowych, dziennikarzy… Ale co interesuje PRAWDZIWYCH ludzi? Ano, ostatnia stylówka Madonny („lat 64”, jakby dodali w naprawdę popularnym dzienniku).
Nieźle, co? Chodzą słuchy, że to dzieło najlepszego tanatokosmetologa w Kalifornii.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.