wołanie symetrysty (na puszczy)

Zgred postanowił tym razem nie zamieszczać własnych elukubracji, ale elukubracje cudze, a konkretnie zaprzyjaźnionego Symetrysty. W nadziei, że jego głos wywoła jakąś dyskusję, bo jak dotąd odzew ze strony PT Czytelników bloga jest bliski zeru.

Nie byłoby PiS-u, gdyby nie […] odrzucenie części „elektoratu”. I to nie było odrzucenie ekonomiczne, czy pokoleniowe, bo to by było naturalne i nikt by się nie burzył. to było odrzucenie nakręcone dominującym przekazem medialnym pierwszego 15-lecia XXI wieku, gdzie idiotyczne kreowano (wręcz lekko agresywnie) obraz plastikowy, sztuczny, debilny, pozbawiony tożsamości i wartości innych niż cheap crap i korpo shit. To wymieszano na zasadach równowagi, bezkrytycznie i bezrefleksyjnie z przekazem o nowej Polsce, o Unii. W ten sposób zdezawuowano i zdewaluowano nową Polskę, Unię, te kluczowe sprawy. Niestety. Za to niestety odpowiada TVN, rządzący TVP w tamtym czasie (ostateczny upadek misji w TVP nastąpił za PO), oraz inne „postępowe” „wiodące” media.

Teraz, przez ostatnie pięć lat, zamiast mądrze i spokojnie prowadzić narrację opartą na zdrowym rozsądku i szacunku do odbiorcy, spanikowana opozycja rzuca się jak w tonącym samochodzie, piszcząc i krzycząc o idiotyzmach typu Margoty itp. Zobacz, jaki silny jest opór wobec takiej narracji, skoro nawet skandale kościelne, które przecież potencjalnie by mogły być nośne dla zmiany władzy, powodują tylko jakieś tam wzburzenie i ewentualnie jakieś tymczasowe reakcje w jednej czy dwóch bańkach.

To nie wynika z betonu i „otępienia” polactwa. To wynika z tego, że kontrnarracja (czyli narracja „postępowa”) jest zdewaluowana i nie ma żadnej siły przekonywania. To jest prawdziwy dramat.

Bo z jednej strony mamy całkowicie nieprofesjonalną, zakompleksioną władzę głupków (PiS), a z drugiej strony mamy wyfiołkowanych krzykaczy, którzy nie rozumieją rzeczywistości innej niż jakiś wąski wycinek, w którym się obracają.

Pomiędzy tymi rzeczywistościami jest 90% ludzi, którzy próbują się jakoś zdefiniować, czy gorzej będzie głosować za głupków, czy na wyfiołkowanych.

Ciężki czojs dla wielu.

Kuriozalnie as it sounds, ale jako (pra)hipster od wielu, wielu lat mówiłem, że TVN należy zlikwidować, bo jest po prostu kwintesencją zła. Kuriozum polega na tym, że to w tej chwili cytat z Rydzyka, którego tak samo należy zamknąć, bo jest kwintesencją zła.

Zgred uważa, że TVN-em należałoby bardzo mocno potrząsnąć, ale może z zupełnie innych powodów niż u Symetrysty

A te obozy w skrócie można przypisać (alegorycznie) do tych dwóch mediów. [Choć Rydzyk ma zdaje się słuchalność na poziomie 1,5%, a TVN bodaj 20%.]

W tej chwili TVN zostało jakimś nośnikiem myśli opozycyjnej, co niestety nie dodaje tej myśli opozycyjnej powagi ani wiarygodności.

Itp itd.

Ale co ja tam wiem.

(o postępowej prasie nie mówię, bo tu już w ogóle szkoda słów) 🙂

Mówiąc w skrócie: postęp i „postęp” próbował wejść zbyt szybko. Jak tsunami, zamiast jak spokojny przypływ. I dlatego powstał PiS. Tyle, że walić PiS. Problem będzie, jeśli wróci Trump, we Francji Le Penowa, a w Niemczech wygra jakaś AfD.

Reakcją na kontrpostęp i „kontrpostęp” stała się eskalacja działań „postępowych” (Margot jako alegoria), która tylko umacnia kontrpostępowych w przekonaniu, że mają rację.

I trwają.

Ja jestem w środku, ale ośmielam się twierdzić, że rozumiem obie kilkuprocentowe grupy, które są na skrajnych przyczółkach. Nie popieram ich, bo widzę ich głupotę i oczadzenie i kurs na destrukcję, ale rozumiem ich argumentacje.

Rozwiązaniem musi być wyciszenie konfliktu. zobaczymy, co do tego wyciszania się przyczyni – czy przyjdzie opamiętanie, czy ktoś wyłączy Facebooka, czy pojawi się zagrożenie zewnętrzne, czy może jakiś wirus (a, nie) …

filary państwa

Zgred dziś rano usłyszał, że na wysokim stanowisku w Orlenie odkryto panią, która swego czasu w Urzędzie Skarbowym sumiennie dbała o to, żeby w papierach podatkowych  p. Obajtka wszystko było jak należy. No i powstał z tego powodu niezrozumiały szum. Bo nikt dziś nie ceni ludzkiej życzliwości i wdzięczności, proszę Państwa.

Pan Naczelnik Państwa stara się zastąpić stare, skompromitowane elity nowymi, a ci, co stali kiedyś po stronie ZOMO tylko mu utrudniają. Chyba wszyscy chcemy, żeby ci potomkowie UB-eków co trzęsą mediami, ci wszyscy, co zdążyli uwłaszczyć się na majątku narodowym zanim Pan Naczelnik na dobre obalił komunizm, ci wszyscy pożeracze ośmiorniczek wreszcie sobie poszli! A wychowanie nowych elit wymaga czasu. Stabilne państwo wymaga stabilnych elit i nie wolno się ich czepiać o jakieś mieszkania czy działki za tanio ponoć kupione, jakiś majątek przepisany na żonę… Czy to naprawdę ma znaczenie? Wszyscyśmy grzeszni, ale ważne jest, żeby to byli prawdziwi Polacy, żarliwi katolicy, co jak trochę pobłądzą, to się wyspowiadają. A jak pokutę przykładnie odbędą i Pan Bóg im grzechy odpuści, to co nam, maluczkim do tego?

Elity w Nowej Polsce jeszcze kruche, rachityczne wręcz i trzeba o nie dbać. Bo spójrzmy u sąsiada, taki Rinat Ahmetow, taki Ihor Kołomojski też zaczynali od spółek paliwowych i medialnych, a dziś proszę: filary stabilności Ukrainy. Jak trzeba pomóc wybrać prezydenta, pomogą. A u innego sąsiada, hokeisty, inaczej?

Czasem musi przywołać elity do porządku; takiego Czyża musiał posadzić, ale jak Czyż zapłacił 13 000 000 dolarów, to Pan Prezydent go wypuścił i jest gites. I czyż Czyż nie zrozumiał swojego błędu? Zrozumiał. I było go stać. A u nas w Polszcze czepiają się o byle g… . Na ten przykład źle o Orlenie mówią. Że benzyna droga, się skarżą. Muszą zrozumieć, że firmę trzeba ostro reklamować, bo inaczej kierowcy pójdą do konkurencji! Kapitalizm mamy, proszę Państwa.

A wracajmy do prezydentów: kudy nam do tych elit w Rosji, co swojemu Panu Prezydentowi elegancki pałac wystawiły. Przynajmniej nie będzie się wstydził, jak mu przyjdzie kogoś prywatnie zaprosić na herbatę, albo nawet na gruziński koniaczek.

Nasze elity to póki co najwyżej jaki dworek mogłyby Panu Prezydentowi Dudzie na fundację podarować, ale dajmy im czas, nie czepiajmy się ich, to już na czwartą kadencję Panu Andrzejowi może coś bardziej reprezentacyjnego wystawią, z własnym stokiem, a co, nie będzie ich stać? Jeżeli złogi dawnego systemu nie będą im w tym przeszkadzały, to będzie!

polszczyzna oblężona

Zgred od dawna już nosił się z zamiarem podzielenia się z PT Czytelnikami nieco bardziej kompleksowymi obserwacjami dotyczącymi stanu dzisiejszej polszczyzny, bo pojedynczymi uwagami na ten temat cykał już od dawna.

Bezpośrednią inspiracją stał się dla niego usłyszany onegdaj z ust pewnego mecenasa, w założeniu świadczący o obyciu rzeczonego, jakże efektowny ale samozerujący się zwrot „à rebours w drugą stronę”. Jest to przykład nagminnej we współczesnej polszczyźnie nadmiarowości – czy też, jakby powiedzieli uczeni mężowie (i żony) redundancji. Ileż to razy słyszeliśmy z ust osób tzw. publicznych – bo przecież nie z własnych – wyrażenia typu „kontynuować dalej”, „cofać się do tyłu” nieśmiertelny „fakt autentyczny”, albo, nie daj Boże, „też również”.

Przykładem innego rodzaju redundancji jest słowo „jakby”, które niektórych infekuje trwale. Jest to, jak Zgred mniema, polskie tłumaczenie owego amerykańskiego like, do którego uciekają się tamtejsze nastolatki mające świadomość ubożyzny swojego języka.

W składni też się dzieje. Zgred żyje na tym świecie wystarczająco długo, żeby pamiętać użycie w polszczyźnie Plusquamperfectum. Tamtejsze „był” udało się całkowicie wyrugować, ale czy w tym budowaniu Nowego Ładu językowego nie poszliśmy za daleko? Bo kiedy teraz poskarżymy się komuś na przykrość, która nas spotkała i usłyszymy „powinieneś dać mu w ryj” nie wiemy, czy powinność ta dotyczyła bezpowrotnie zmarnowanej szansy, czy jest propozycją na przyszłość. Ktoś, kto wciąż mówi „powinieneś był”, a nie jest profesorem jeszcze ze Lwowa, odsłania się jako nieprzystosowany do życia w erze Zuckerberga książkowy mól.

Z drugiej strony bez tego „był” wciąż trudno się obejść, bo z trybu warunkowego wyrzucić się go wciąż nie da. Wyraźnie jednak tryb ten też wymaga uproszczenia, bo dla niektórych stanowi problem nie do udźwignięcia:

Skoro już o nim mowa: Zgred zauważa, że w ramach ociosywania języka Polacy masowo likwidują słowo „gdyby” na rzecz uniwersalnego „jeśli” i zamiast np. dwuwyrazowego „gdybym był” montują trzywyrazowe „jeśli bym był”, co przeczy ogólnej zasadzie ekonomiki języka.

A w rodzaju? Tam to dopiero się dzieje… Zgred dorastał w czasach, kiedy istniały 3, nomen omen, rodzaje liczebników zbiorowych:

A potem przyszedł Gender, wszystko wymieszał

i wygląda na to, że nowy trend wdarł się też do Polski. Precz z tym dziadeksem!

Skoro mowa o rodzajach: Polacy definitywnie ustalili, że „półtora” jest rzeczownikiem, i to rodzaju żeńskiego.

Piękny okaz półtorej znaleziony w lesie pod Wągrowcem i okrzyknięty półtorą roku 2020. Tak pięknej PÓŁTOREJ ROKU nie widzieliśmy już dawno. Znalazca PRZYZNAŁ, że bardzo się cieszy.

Tak, drogi PT Czytelniku. Posłuchaj albo poczytaj wiadomości: czasownik „przyznać” zyskał nowe znaczenie i wypiera wszystkie inne tzw. czasowniki mówienia. Teraz się już nie „oświadcza”, „stwierdza”, „zauważa” etc., teraz się PRZYZNAJE.

No, Zgred przyznaje, że na dzisiaj tego zgredzenia starczy.

Osiecka i inni

Co tam, panie w polskiej polityce? Ano, dziwnie jak zwykle. Aktualnie pewna dwukanapowa prawicowa partia

zaposiadła dwóch konkurencyjnych prezesów: nazwijmy ich Wódz Biała Brew i Spin-Pucek. Ponieważ żaden nie chce ustąpić, biegną na skargę – do kogo? Do prezesa ZUPEŁNIE INNEJ PARTII. I nikogo to tu nie zaskakuje. I jak się nie dziwić? Ale Zgred od dawna opiewa naszą polską cechę szokowania świata robieniem wszystkiego inaczej, czyli pomysłami, na które nie wpadłby nikt inny poza nami – że Zgred po raz kolejny przytoczy świeży pomysł wybrania bliźniaków na premiera i prezydenta kraju w tym samym czasie. No, wtedy to pokazaliśmy światu po raz pierwszy, na co nas stać, jak się nam pozwoli. Takie coś nazywa się „myślenie lateralne”, ale ono normalnie dotyczy jednostek, cenionych w MIT i w innych wylęgarniach nieortodoksyjnych rozwiązań, a nie całego narodu.

A co tam, Panie, w kulturze? Wciąż trwa utyskiwanie na serial Osiecka, oczywiście wśród tych, co go oglądają, a nie ultrasów, którzy za nic w świecie nie włączą TVP, czy nie posiadających telewizora hipsterów. Serial budzi żywe uczucia, bo naród się nam starzeje i tych, co tamte czasy pamiętają jest spory procent. Zgred co prawda rocznikowo późniejszy niż Osiecka, ale też to i owo pamięta. Utyskiwanie jest zrozumiałe, bo serial wybitnie paździerzowy, i to nie tylko scenograficznie, ale już na poziomie scenariusza. I niewiele tu pomaga dobra gra bohaterek serialu – chociaż: czy naprawdę nie dało się znaleźć aktorek CHOĆ TROCHĘ do siebie podobnych?

Do napisania tej recenzji skłonił Zgreda jego stary przyjaciel, który oświadczył, że przestał oglądać serial, bo się pogubił w tych wszystkich osobach. Zapewne twórcy uważali, że widzom sprawi frajdę zgadywanie, kto tam jest kim; w końcu pomysł sprawdził się np. u Woody Allena w O północy w Paryżu… , gdzie powierzchownie obyty z kulturą widz z zadowoleniem utwierdzał się w przekonaniu o swoim gruntownym wykształceniu, rozpoznając w filmie Hemingwaya, Picasso, czy Salvadora Dali. Ale w Osieckiej to nie ten format i nie ta rozpoznawalność postaci. A przecież wszystkie w jakiś sposób w naszym grajdołku znaczące i warte przypomnienia. Jakub Majmurek w recenzji z TP twierdzi, że to przez nienowoczesność narracji. Zgred uważa, że w tym zgrzebnym serialowym produkcie wciąż można trochę widzowi pomóc (a i czegoś go nauczyć) w stary, wypróbowany, absolutnie nienowoczesny  sposób: stopklatką. Kiedy pojawia się, dajmy na to, Giedroyc, zamrozić kadr i głosem z offu poinformować widza: Jerzy Giedroyc, chory na Polskę wizjoner, obecnie bardzo poważany, ale wciąż nie czytany ze zrozumieniem… etc. etc.

Albo: Jerzy Markuszewski, twórca i animator STS, wielki, zapoznany talent… etc.  Albo: Jerzy Andrzejewski, średni pisarz, obok Iwaszkiewicza największy pieszczoch wczesnego PRL-u, ale tylko do czasu… etc.

Można dramatycznie: Zbigniew Cybulski, aktor, ikona młodego pokolenia, słynny Maciek z „Popiołu i diamentu”, za 6 lat zginie tragicznie, wskakując we Wrocławiu do ruszającego pociągu… Można też bezlitośnie: Wojciech Solarz, nienajgorszy scenarzysta, mierny reżyser, ostatnio seriali telewizyjnych…

Oczywiście, na scenografię się nie poradzi – nie tylko z powodu braku kasy, ale też uważności – te fryzury z lat 50-tych u aktorów grających lata 70-te… No, ale nie robimy tu serialu dla Netflixa, gdzie – tak jak w Peaky Blinders – niemal czuć smród – w tym wypadku nie wódy, a piwska i fabryk Birmingham roku 1919…

Ale i tak są w Osieckiej pewne smaczki, jak to, że pokazują w TVP Wałęsę, że bohaterka w pewnej scenie sugeruje możliwość aborcji i opowiada coś o wyborze, który jakoby należy do kobiety, że spod „Egidy” udało się jakoś wymiksować Pietrzaka…

PS: a jakby ktoś mimo wszystko się zachęcił, to można całość obejrzeć tu:

https://vod.tvp.pl/video/osiecka,odc-1,51588809

możliwość spisku

Zgred wstał, odpalił nowego gejmingowego laptopa, zajrzał na fejsa, parę postów zalajkował, coś tam zaszerował, ale za dużo fanu nie miał. Więc luknął na niusy. A tam:

LADY GAGA I  UKRYTY PRZEKAZ: NAWOŁYWANIE DO BUNTU?

i taka oto focia:

PT Publiczność niech wybaczy Zgredowi tę próbkę współczesnej polszczyzny, którą niezdarnie naśladuje celem jej wyśmiania. Teraz będzie już na poważnie, bo i sprawa jest poważna. Oto jeden z popularnych portali, którego nazwy Zgred nie poda (zdradzi tylko, że zaczyna się na literę „O”) donosi z przejęciem, że niejaka Pani Gaga na inauguracji prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej włożyła wielką broszkę z gołąbkiem pokoju, która może stanowić nawiązanie do podobnej broszki, noszonej przez niejaką Katnis Everdeen z popularnej serii filmowej. Sprawa zaintrygowała Zgreda do tego stopnia, że jął tej broszki poszukiwać, bo na dołączonym zdjęciu jako żywo nie mógł jej wypatrzyć. W końcu ją znalazł:

Przyznacie Państwo, że podobieństwo jest uderzające.

Zgred nie ma pojęcia, kim jest Katnis Everdeen, a o Lady Gadze (?) wie tylko, że z niejasnych przyczyn jest produktem medialnym dla publiki za Wielką Wodą ważnym; samą inauguracją nowego prezydenta też nie ekscytował się na tyle, żeby ją oglądać. Zgred oczywiście bardzo cieszy się z (chwilowego, niestety) zniknięcia poprzedniego prezydenta, którego – jak to on – już dawno był obśmiewał, ale nie oni są tu ważni.

Jak wiadomo, ważna jest klikalność, a powyższy tytuł ją z pewnością zapewnił, przy czym Zgred był jednym z klikających. Bo co najbardziej kręci współczesnego czytelnika? MOŻLIWOŚĆ SPISKU. W kraju nad Wisłą w tej kwestii raczkujemy, na ruch QAnon jeszcze jest za wcześnie,

ale swoje osiągnięcia też mamy – ruch antyszczepionkowy, strach przed czipowaniem etc.

Podatność na wiarę w spisek jest póki co wciąż większa w kraju, w którym w pewnych stanach w szkołach nie wolno mówić o ewolucji i Darwinie, bo przecież wiadomo, Kto stworzył ten świat i Jak, choć nie bardzo wiadomo po co, ale Zgred słyszał, że i u nas w ramach zacieśnienia współpracy z polskim personelem naziemnym Pana B. i odwrotu od tego – jakże przereklamowanego – Oświecenia, będzie się do szkół wprowadzać kreacjonizm.

Tak czy owak, wiara w spisek jest i potężnieje, więc na tym powyższy tytuł zagrał.

Timothy Snyder (którego, zdaniem Zgreda, powinniśmy co dzień czytywać do poduszki) mawia „odróżniajmy dziennikarstwo od mediów”. Ale kto ma czas i na tyle uważności (tak, Zgred zna te modne słowa), żeby czytać gazety, i to ze zrozumieniem? Lepiej spuścić się na popularniejsze media z ich o tyle prostszą wizją świata. Są potężną siłą, bo potrafią wykreować wszystko i wszystkich. I to nie jest bynajmniej kwestia ostatnich lat. Niektórzy twierdzą, że z Hitlera Wodza zrobiło „gorące” medium owych czasów – radio. „Chłodne” media, wbrew temu, co kiedyś sądzono, wydają się mieć tę samą, a nawet większą moc. Jednego amerykańskiego prezydenta już wykreowały; Reagan jednak miał dość rozumu w głowie, żeby słuchać mądrzejszych od siebie. Najnowszy tego typu produkt medialny, który właśnie odszedł w (pozornej) niesławie, mądrzejszych od siebie, niestety, nigdy nie spotkał.

Kurde, miało być o wierze w spisek, a skończyło się na tym, czego można było się spodziewać…

PS. Idiotyczny nagłówek już zniknął, może interweniował Naczelny?

Polska święconka (i szczepionka)

PT Czytelnicy tego bloga znają fascynację Zgreda tym osobliwym sportem narodowym, w którym z jednakim zapałem biorą udział Kropiący jak i Kropieni, przy czym święci się nie tylko przyrodę ożywioną, ale także wszelakie artefakty – krótko mówiąc, co tylko nasunie się pod kropidło. Swojej fascynacji Zgred dał wyraz nie raz

https://zapiskizgreda.home.blog/2019/04/30/polska-swieconka-kropidlo-1/

i nie dwa

https://zapiskizgreda.home.blog/2019/04/30/polska-swieconka-kropidlo-2/

a nawet nie trzy

https://zapiskizgreda.home.blog/2019/05/03/polska-swieconka-3/

(gdzie zawarł także typologię urządzeń do kropienia), ale cztery

https://zapiskizgreda.home.blog/2020/06/14/polska-swieconka-kropidlo-4/

Nic więc dziwnego, że z zainteresowaniem obejrzał fotografię

na której widoczne jest narodowe (vide nowy model stuły) kropienie narodowego premiera, a może narodowej drogi, chociaż choreografia wydarzenia wskazywałaby raczej na narodowego premiera. Zdjęcie to nasunęło mu pomysł, że narodowy sport nadałby się do masowych szczepień przeciwko koronawirusowi, bo wielkim zmartwieniem epidemiologów jest sceptycyzm wobec szczepionek, szerzący się w Narodzie Polskim. Przy czym Zgred nie winiłby Narodu, bo jak powtarza, Oświecenie z powodu dystansu od źródła dotarło nad Wisłę mocno rozwodnione, a niektórzy mówią, że na Podlasie nawet w ogóle nie doszło. Zgred dowiedział się niedawno z radia, że w woj. zachodniopomorskim chce się szczepić 90% kadry medycznej, a w podlaskim 10%, więc może coś jest na rzeczy? Ale do meritum: należałoby tedy opracować szczepionkę rozpuszczalną w wodzie święconej, która z definicji wydaje się być medium idealnym. Wtedy ci wszyscy bezrobotni funkcjonariusze kościelni, którzy zabijają czas pokropkiem coraz to wymyślniejszych wehikułów

mogliby się Narodowi Polskiemu przysłużyć. Ale ponieważ opracowanie takiej szczepionki zabrałoby KUL-owi czy UKSW dużo czasu, a sprawa jest pilna, łatwiej chyba będzie skłonić celebrytów, co by zaszczepili się przed kamerami i w ten sposób dali dobry przykład. Pierwsza trójka wydaje się oczywista:

Właśnie: wydaje się… Bo o ile kobiety polskie pójdą jak w dym za przykładem tych Pań, tak zasłużonych dla Kultury Polskiej, o tyle z dżentelmenem w centrum bym uważał. W końcu żyjemy w kraju, który wynalazł narodową odmianę Piekła, więc nieufny ludek zaraz zacząłby się dopytywać „Panie, a ile ten fajzer mu za to zapłacił?”. Trzeba zatem postawić na pewniaków:

Tego w środku pewnie trzeba będzie dyskretnie przytrzymać, ale EZN chyba użyczy tych postawnych gości co mu stale towarzyszą, dwóch więcej, dwóch mniej, nikt nie zauważy. Takich osób publicznego zaufania jest w Polszcze sporo, ale na przykład z profesurą bym uważał. A już za nic bym nie użył tych tu:

A takich różnych, co to niby znani na całym świecie też bym się wystrzegał, bo lud Polski swój rozum ma i swoje wie:

nowogrodzkologia

Swego czasu wśród zachodnich komentatorów politycznych i pracowników wywiadu istniała specjalność kremlinologiczna (od ang. Kremlin).

Owi specjaliści od Kremla wróżyli mające nastąpić zmiany i zwroty w polityce Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego na podstawie różnych – dla postronnych nieistotnych – znaków, np. porządku stojących na trybunie podczas komunistycznych świąt oficjeli, ich odległości od Naczelnika, czy wykonywanych w ich stronę jego gestów, czy długości wymierzanych pocałunków.

My tu w Polszcze też mamy całkiem aktywną grupę nowogrodzkologów (od Nowogrodzka 84),

którzy od miesięcy analizują wystąpienia partyjnych oficjeli i opowiadają nam o wojnach podjazdowych, które jakoby toczy Pan Zbyszek z Panem Mateuszem i aktualnej przewagi którejś ze stron, wszystko, naturalnie,  w odniesieniu do Pana Jarosława.

A PRZECIEŻ:

Jeżeli Pan Zbyszek bruździ Panu Mateuszowi, to Pan Mateusz może go w każdej chwili wylać na zbitą mordę, przepraszam, zdymisjonować, bo jest Premierem, a Pan Zbyszek tylko jednym z jego ministrów!

Dlaczego więc tego nie zrobi? Odpowiedź jest prosta: ci śmieszni nowogrodzkolodzy szukają dziury w całym, a tu przecie widać, że Pan Mateusz całkowicie ufa Panu Zbyszkowi i bardzo się lubią!

Na dobrą sprawę Pan Mateusz mógłby – gdyby chciał – wysłać na zieloną trawkę samego Pana Jarosława, bo jest Premierem, a Pan Jarosław tylko Wicepremierem! Dlaczego więc tego nie zrobi? Odpowiedź jest prosta: ci śmieszni nowogrodzkolodzy szukają dziury w całym, a tu przecie od razu widać, że to Pan Mateusz rządzi, a nie Pan Jarosław, jak wszyscy nowogrodzkolodzy myślą.

A Pan Zbyszek to ze wszystkim do Pana Jarosława przychodzi, rady jego zasięga, bo Pan Jarosław jest dla niego jak ojciec:

– Panie Jarosławie, przychodzą do mnie chłopaki z prokuratury i pytają, czy mają wzywać świadków w sprawie tej tam Srebrnej, o jakiejś kopercie z kasą opowiadają, niecierpliwią się, to co ja mam im powiedzieć?

Unijnym skrytożercom mówimy NIE!

Kiedy nieco ponad tydzień temu Zgred pisał tu o Oknie Overtona, nie przypuszczał, że w polityce miłościwie nam panujących w stosunku do Unii Europejskiej nastąpi taki szybki przełom. Otóż ogary już poszły w las i nagonka ruszyła. A jeśli ktoś preferuje metaforykę militarną, to – właśnie rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie.

Czyli nastąpiło przepchnięcie Okna Overtona w kierunku akceptacji WYPIERPOLU. A że stawką jest przecież nasza zagrożona przez obcą potencję Suwerenność, dokonuje się tego już bez rękawiczek, niektórzy by powiedzieli na chama, lub, jeśli preferują żargon złodziei samochodów, na rympał:

Tak więc moment ogólnonarodowego referendum w sprawie członkostwa w Unii zbliża się wielkimi krokami. Jak wszyscy światli Czytelnicy zapewne się orientują, pożądany wynik referendum zależy od zręczności sformułowania pytania. Zgred ma kilka propozycji:

1. Czy chcesz, by nasza Ojczyzna dalej należała do Związku Republik, które chcą Ją sobie całkowicie podporządkować?     TAK   NIE

2. Czy chcesz, żeby nasza Ojczyzna stała się kolonią Unii i Niemiec, dostarczającą im taniej siły roboczej i kupującej ich gorszej jakości towary?     TAK   NIE

Można też z grubszej rury:

3. Czy chcesz, żeby nasza Ojczyzna dalej była członkiem wspólnoty, w której Kościoły zamienia się na meczety?     TAK   NIE

4. Czy chcesz, żeby Unia odebrała Ci Twoją tradycję i wartości, czyli wszystko, co Nasze, Polskie?*     TAK   NIE

————————————————————————————————————-

* tzn. np. pomniki Naszego Papieża, bigos, flaki, święconkę, parawany na plaży, półdługie letnie spodnie, toalety z kółkiem i trójkątem?  

Wychodzenie przez okno 2

Pojęcie Okna Overtona zostało stworzone, by opisać ten zakres postrzegania przez społeczeństwo nowego hasła, tematu, pomysłu czy nowej idei, którego musi się trzymać polityk, jeśli chce być skuteczny, tzn. cieszyć się poparciem.

Co w wolnym tłumaczeniu da się przedstawić następująco:

Forsowanie kontrowersyjnej nowinki to przesuwanie Okna, to znaczy takie działanie, w którym coś, co początkowo nieakceptowalne stanie się najpierw salonfähig, a w końcu na tyle popularne, że będzie można z niego zrobić część politycznego programu.

Hasło: „Polska powinna opuścić Unię Europejską” raczej by większość Polaków rozbawiło, niż zastanowiło. Przynajmniej aktualnie. Bo gros Polaków wciąż Polskę widzi w Unii.

Zdaniem Zgreda w Oknie Overtona powyższe hasło znalazłoby się w kategorii RADYKALNE. Kiedyś zapewne byłoby w kategorii NIE DO POMYŚLENIA, ale ideolodzy Dobrej Zmiany przecież już od dawna pracują, jak te mróweczki, nad przesunięciem Okna. Po początkowych wtopach z „unijną szmatą” i odtrąbieniem wyniku 27:1 jako sukcesu polskiej unijnej dyplomacji, intelektualne zaplecze Dobrej Zmiany ogarnęło się, pojęło, że nie da się tego załatwić jednym szarpnięciem

i nastawiło na długi marsz. Zgrabny termin – POLEXIT (w wersji ludowej WYPIERPOL) – już jest, a wiadomo, że wszystko zaczyna się od języka.

– Unio, to panie, trzęso Niemcy, a Niemcami ta ich Andżela. Ta to jest dopiero podejrzana, bo ona córa pastora. Jakby była ksindza, to co innego, a lutry, panie, wiadomo.

A Niemcy, wiadomo, nie mogo nam dobrze życzyć. „Jak świat światem, nie bedzie Niemiec Polakowi bratem”. Zreszto kasa od nich i tak nam sie należy, bo do dziś się migajo od tych tam, no, reperacji.

W ogóle kasa nam się od całej tej Europy należy, bo zawsze nas zdradzała. No to niech, kurwa, płaci. My im w końcu komunizm obalili! A tera coś gadajo, że nie dadzo, dopóki władza będzie łamać prawo. No i dobrze im Pan Premier napisał, że to nasze prawo i będziemy z nim robić, co chcemy, więc niech se te kase w dupe wsadzo. Honor swój mamy. Polacy honorni so.

Brytole wyszli z Unii i co, źle im? Gówno prawda, że to wypadek przy pracy, że ludziskom kit wcisnęli, że Ruski pomógł; zrobili to, bo mieli dosyć wpierdalania się Unii między ich wódke a zakąske. Norwegowie i Szwajcarzy na ten przykład nigdy do Unii nie weszli i co? Żyjo jak ponczki w maśle. Nikt im sie do życia nie wtranca, na te, no, tożsamość, nie nastaje. Ta Unia to, panie, gorsza jest niż ZSRR.

Tako rzecze pan hydraulik Buła, naprawiając przyłącze wodne, i to jest vox populi, aczkolwiek wciąż dość odosobniony.

A pomysł, że Unia to taki drugi Związek Radziecki, forsowany jest od dawna, początkowo przez Korwina, a teraz już nie tylko przez tę, jak mówią Amerykanie, lunatic fringe:

No, może ten rysunek trochę w stylu nienowoczesny, ale dla tego poglądu reprezentatywny. Lewacy też zresztą mają swoje unijne dowcipy rysunkowe, ale takie jakieś, panie, jakby dziecko rysowało:

I wyraźnie wrogie Narodowi Polskiemu!

Więc powolutku rośnie w narodzie przeświadczenie, że Unia to chce nam odebrać naszą tożsamość, odebrać naszą unikatowość, nasz jedyny w swoim rodzaju sposób urządzania kraju, zamknąć nasze kopalnie czarnego złota, teraz stara się odebrać nam Papieża-Polaka, może chce nam odebrać naszą husarię, ale my jej jeszcze pokażemy!

No, pożartowali, ale wróćmy do Okna Overtona. Dawny przyjaciel Zgreda oświadczył niedawno, że Polska wpłaca do Unii więcej, niż od niej dostaje. Wygląda więc na to, że gdzieś ktoś sączy ludziom do głowy, że „brukselka już wyciśnięta”, że teraz – uwaga – każą nam płacić. Nic nie działa skuteczniej, niż wizja utraty kasy, o czym wie każdy, kto dostał mandat.

Być może więc okienko się już przesunęło i wyjście z Unii jest już w obszarze DO DYSKUSJI?

A może nawet zbliża się do SENSOWNE? Żeby doszło do POPULARNE, trzeba jeszcze popracować, ale praca wre. I na dany stosownym środkom publicznego przekazu sygnał ogary pójdą w las, i nic nie będzie słychać poza ich szczekaniem na temat niegodziwości i podstępności Unii. No i w końcu „ciemny lud to kupi”, żeby zacytować klasyka. A wtedy zrobi się referendum i adieu żabojady, których uczyliśmy jeść widelcem, auf Wiedersehen szwaby, co Polsce sprzedają gorszy proszek do prania niż mają u siebie, adjö Szwedzi, co lada chwila wprowadzą u siebie szariat, bye bye Irlandczycy, co wyrzekli się Kościoła, ostoi naszej, arrivederci makaroniarze, ahoj pepiki…

No i przede wszystkim nie będziemy musieli przyjmować tego ich Euro, ocalimy naszego złotego!

wychodzenie przez okno

(uwaga, wpis zawiera lokowanie produktu)

Wszyscy wiedzą, czym żyje kraj, więc Zgred nie będzie się licytował z tymi wszystkimi z lewa i z prawa, którzy tę sytuację komentują. Dla porządku ino zamieści tylko SWOJE ulubione hasło z Wielkiej Manifestacji. Wrażliwi niech nie patrzą, bo użyte jest tam Słowo Roku (nie, nie „pandemia”):

Chociaż Zgred nie ukrywa, że zafascynowały go hasła utrzymane w poetyce, którą Zgred łączy z kłócącymi się nastolatkami (zwanymi kiedyś gimbazą), jak w tym oto klasyku:

W tym sezonie mianowicie na ulicach miast Kraju Przywiślańskiego nosi się coś zupełnie innego:

Zgredom takim jak Zgred, Zgred uprzejmie wyjaśnia: driftować – brać zakręty na kontrolowanym poślizgu, Multipla – włoski samochód rodzinny, słusznie uznany za najbrzydsze auto w Europie, odnotowany już zresztą (i pokazany) przez Zgreda rok temu w dziwnie aktualnym wpisie tu oto:

https://zapiskizgreda.home.blog/2019/11/23/jesienna-chandra/

Ale uczoną analizę haseł pod względem typologii i pod wszystkimi innymi względami Zgred zostawi profesorowi Rusinkowi, chociaż kusi, cholernie kusi.

Więc Zgred pójdzie pod prąd i z uporem godnym maniaka powróci do kwestii „Polska a Unia”. Powróci, bo nie raz i nie dwa poruszał kwestię naszego stosunku do jej star-spangled banneru*. Choćby tu, trzy lata temu:

https://zapiskizgreda.home.blog/2017/06/02/szmatom-mowimy-nie/

Albo tu, dwa lata temu:

https://zapiskizgreda.home.blog/2018/12/14/milosc-do-kraju-z-kraja/

Aczkolwiek w kwestii unijnych gwiazdek coś się od tamtych czasów zmieniło, bo rząd teraz bardzo uważa, żeby zademonstrować przynależność do wyimaginowanej wspólnoty, z której nic dla nas nie wynika:

Chociaż Nadpremier z tym nie przesadza, kiedy ma Narodowi coś ważnego do powiedzenia:

No, ale co wolno wojewodzie, to… itd.

Władza ostentacyjnie przyznaje się teraz do Unii, ale w tzw. terenie i tak wiedzą, że to pic:

To jest Łomża. W Łomży przed urzędem stały trzy maszty z flagami: miejską, narodową i unijną. Ale miał przyjechać minister na uroczystość, to unijną zdjęli. Ale wyglądało chujowo, więc wykopali też maszt. Maszt był tam, gdzie czerwone kółko. Minister nie zauważył i było git.

Ale ad rem, jak mówią ludzie klasycznie wykształceni. Więc o co chodzi z tym wychodzeniem i tym oknem (bo lokowanym produktem, jak się Państwo domyślili, oprócz Multipli są poprzednie wpisy Zgreda)?

I tu Zgred się zorientował, że wpis się mu nadto rozrósł, a attention span u starszych czytelników już nie ten, co kiedyś, a u młodszych zawsze z tym było cienko, więc co z tym oknem i z tym wychodzeniem, dowiecie się Państwo następnym razem.

————————————————————————————————————————————

*to taka aluzja do amerykańskiego hymnu, ale dość słaba. Tym niemniej, skoro to dziś decydują, czy lubią ten żartobliwy styl swojego Prezydenta, czy też chcą dać szansę nudziarzowi….